Jak wygląda lot z LOT-em na Zachodnie Wybrzeże USA

napisała Marcelina

Od kwietnia 2017 roku nasz polski przewoźnik LOT Polish Airlines uruchomił bezpośrednie połączenie z Polski do Kalifornii – na lotnisko w Los Angeles (LAX). Loty odbywają się z Warszawy z Lotniska Chopina. Można jednak wygodnie dostać się tam w ramach jednego biletu lotniczego z innych miast Polski i po krótkiej przesiadce w Warszawie wyruszyć Dreamlinerem prosto do LA.
Wybrałyśmy to połączenie z dwoma koleżankami, aby zrealizować nasze trzytygodniowe amerykańskie marzenie 🙂 Leciałyśmy z Krakowa z przesiadką w Warszawie pod koniec kwietnia, był to więc jeden z pierwszych rejsów na tej trasie.

Jakie wrażenia z lotu Dreamlinerem?

Przyznam, że dosyć pozytywne. Uruchomienie bezpośredniego połączenia z Los Angeles okazało się dla nas strzałem w dziesiątkę. Nie ma już konieczności dojazdu do któregoś z większych miast europejskich. Krótsza podróż i tym samym lepsze samopoczucie, są dużym udogodnieniem przy podróży – jakby nie patrzeć – prawie na koniec świata.

Podróż z Okęcia do Los Angeles trwała ponad 12 godzin. Jako że wystartowaliśmy ok. 17:00, podczas całego lotu za oknem było jasno, jednak słońce nie przeszkadzało w drzemce – w Dreamlinerach jest fajna funkcja regulacji przyciemnienia okna (widać to na poniższych zdjęciach⇓). Załoga przyciemnia okna kiedy wg czasu polskiego następuje noc. Ja rozjaśniałam czasami szybę, bo jak można było stracić taaaakie widoki i spać, kiedy tuż pod tobą przesuwają się srogie, odludne i zdaje się, że bezkresne obszary Grenladii, albo szczyty pasm górskich Kanady.

Lot długodystansowy w klasie ekonomicznej przypomina trochę wycieczkę autokarową. Tutaj ktoś denerwuje, bo rozkłada siedzenie na całą podróż nie pytając czy to nie przeszkadza. Tu znów do toalety na 2 godziny przed lądowaniem ustawiają się długie kolejki. Podczas stania – przerw na rozprostowanie nóg – poznać też można ciekawe osoby i umilić sobie czas na pogaduszkach. Ja np. poznałam spacerującego pana Zbyszka – szósty raz turystycznie w Stanach, piąty z kochaną małżonką, zjeździł “wszystko” od A do Z i polecił kilka miejsc “must see”.

Podczas lotów dwa razy podano nam posiłki – godzinę po starcie i na dwie godziny przed lądowaniem. Te zaserwowane podczas lotu do LA były całkiem przyzwoite, a te podczas lotu powrotnego nawet bardzo dobre.

Można wybrać sobie swoje ulubione danie z dwóch oferowanych opcji, my np. do wyboru mieliśmy kurczaka lub wieprzowinę, do tego kanapeczka, coś słodkiego i kawa, herbata lub sok. Podano nam też naprawdę pyszne tortellini i owoce. Napoje bezalkoholowe były dostępne przez cały lot, wystarczyło podejść do tyłu samolotu i poprosić obsługę lub też po prostu obsłużyć się samemu.

Jedną z niedogodności, która nas spotkała, a było to w drodze do Los Angeles, była awaria systemu rozrywki pokładowej. Niby nic wielkiego, można w tym czasie coś poczytać, przespać się lub po prostu rozmawiać ze sobą 😉 Przy tak długim przelocie nocnym większość osób była jednak poddenerwowana tą sytuacją, tym bardziej, że nie można było również obserwować gdzie aktualnie się znajdujemy itd. System naprawiono po około trzech godzinach. Można było obejrzeć kilka nowości kinowych (również tych z nieco bardziej egzotycznych krajów), seriali, posłuchać muzyki, w tym nawet najnowszych albumów różnorodnych wykonawców.

W samolocie do LA spędziliśmy w sumie około 13 godzin. Na miejscu czekała nas jeszcze długa kolejka do okienka urzędnika imigracyjnego. Musieliśmy zrobić sobie zdjęcie w budce i zaznaczyć odpowiedzi na parę wstępnych pytań, a potem jeszcze porozmawiać z celnikiem. Ja i moja koleżanka zostałyśmy nawet skierowane na dodatkową kontrolę bagażu pod kątem przemytu… No cóż, nie ma tak łatwo po kilkunastu godzinach w samolocie.

Ale w końcu: LA LA Land! Ameryko witaj 🙂

Jeśli  wypożyczacie samochód i macie rezerwację w konkretnej firmie, to po wyjściu z lotniska czekacie spokojnie na przystanku pod terminalem, pod który co kilka minut podjeżdżają autobusy mające logo różnych wypożyczalni. My akurat wypatrywałyśmy Dollars’a.

Kierowca, który zbierał wszystkich chętnych z wszystkich terminali, zawiózł nas w tym maksymalnym przepychu na miejsce w pół godziny (mimo że wypożyczalnia była praktycznie obok lotniska – to trwa). Takie dopychanie pasażerów i ich bagaży, dobrze mi znane z podróży polskimi busami, spotkało się nawet z oburzeniem części podróżujących (“Oooh nooo, you gotta be kiding me maaaaan”).

Lot powrotny trzy tygodnie później trwał trochę krócej i szybciej nam zleciał, ponieważ wylatywaliśmy do Polski około 22:00, więc większość lotu przespałam. I to dziwne uczucie, kiedy budzisz się wyspana po całonocnej podróży, a w Warszawie witają Cię słowami “dobry wieczór” 🙂

Przy obu naszych lotach, jako że była to nowa trasa w siatce przewoźnika LOT, a loty odbyły się jeszcze na wiosnę, przed wakacjami, było sporo wolnych miejsc. Dzięki temu była szansa na rozłożenie się np. na trzech fotelach, a obsługa pokładowa proponowała upgrade miejsca w wyższej klasie po promocyjnych cenach.

Reasumując z okazji podróżowania z LOT-em do Stanów Zjednoczonych jak najbardziej polecam skorzystać.

0 komentarz
0

Zostaw Komentarz